Już po paru dniach zdobyłam zaufanie Szymka i wysyłał mnie samą nawet na powierzchnie, w których byłam pierwszy raz. Z rozrysowaną odręcznie mapką terenu, bez skali i innych ułatwień, odpalałam moją Dżettę i ruszałam w nieznane. Radio samochodowe łapało nawet polską stację - jedynkę! Ale zabawnie było posłuchać też szwedzkich łamanek językowych. Do dzisiaj mam w pamięci jedną piosenkę ze szwedzkiej stacji, której nie znalazłam mimo długich poszukiwań. Piosenka była w języku angielskim, ale myliłam się, że zapamiętanie jednego wersu pozwoli na znalezienie jej w wujku Gógle. Widocznie piosenka w Polsce jest mało znana. Próbowałam znaleźć popularne szwedzkie stacje, a na nich listy przebojów i aktualnie puszczane piosenki... niestety wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem i gorzkim smakiem porażki. Piosenka była piękna, ciekawe czy dane mi będzie jeszcze kiedyś ją usłyszeć... teraz już nawet nie pamiętam tego zapamiętanego wersu.
Wieczorem jeździliśmy do Burgsvik, gdzie równie duży jak stary dom zamieszkiwała grupa francuskich studentów, wymienialiśmy się z nimi mapkami i dostawaliśmy robotę na kolejny dzień. Dzieliliśmy się mapkami bądź jedną mapką na pół. "Zrobienie jej" polegało na zaglądnięciu do środka każdej z budek lęgowych na danej powierzchni celem opisania gatunku budującego gniazdo, stopnia zbudowania gniazda, ilości ewentualnych już złożonych jaj i ewentualnego wymienienia trójkąta na kółko. Tajemniczo, prawda? To może wyjaśnię, bo to ciekawe. Francuzi od paru sezonów prowadzą badania na temat wybiórczości miejsca lęgu przez muchołówki, a konkretnie - czy sugerują się one tym, które miejsca zajmują sikory czy nie? Muchołówki nieco później budują gniazdo, przez co podczas poszukiwań trafiają na miejsca już zajęte przez sikory - czy ma to wpływ na ich wybór miejsca za rok? Na danej powierzchni badawczej biały trójkąt lub koło przypinano do wejść do budek zajętych przez sikory. Muchołówki patrzyły i zapamiętywały, podobno. Śmiesznie trochę, ale naukowcy ogólnie są śmieszni. Tyle eksperymentów ile jest przeprowadzanych podczas jednego sezonu na tych biednych dziuplakach to nie mieści się w głowie! Ale może na blogu się zmieszczą - przynajmniej te, które zapadły mi w pamięć.
Przez pierwszy tydzień siedzieliśmy sami w jednym domku z Szymonem, później miały przyjechać dwie dziewczyny. W domku obok mieszkała Ania razem ze swoim pomocnikiem - Adamem. Bawili się pchłami - o tym kiedy indziej. "Kiedy indziej" to fajny zwrot, taka forma niby określona, a nieokreślona. Jak ja.
Robotę kończyliśmy po 2-3h i reszta dnia upływała na zwiedzaniu najbliższej okolicy. Później spacer, który wszedł mi w nawyk i kończył się zachodem słońca, fotografowanie, rozmowy telefoniczne i internetowe ze światem zewnętrznym - Polską. A gdzie ja byłam, w świecie wewnętrznym? Nie... całkowicie poza światem!
Burgsvik. Małe miasteczko z ok 300 stałymi mieszkańcami. Turystyczne, ale na szczęście końcem kwietnia jeszcze nie widać żadnych turystów - morze zbyt zimne, wiatr zbyt chłodny. I dobrze. Idę tam na spacer, idę i idę, bo jak jest prosta droga to się dłuży nieskończenie. Mogłam wziąć samochód, ale nie, chciałam iść na spacer. Proste drogi mnie denerwują, kurcze, ile cech wewnętrznych człowiek przejawia poprzez sympatię lub antypatię do rzeczy materialnych.
Niby prymitywna wyspa, a traktory unijne przysługują. Docieram do miasteczka - to gdzie dalej? Zbliża się zachód słońca, obym zdążyła do jakiegoś brzegu. Na zdjęciach poniżej - stacja benzynowa i sklep ICA, w którym robiłam zakupy i okoliczne domki, tak aby poczuć klimat miejsca. Dodatkowo wystąpili: bezchmurne niebo, brak ludzi, śpiew ptaków, liczne porosty i inna przyroda nieożywiona.
Co najbardziej przykuło moją uwagę w domach na Gotlandii? Brak firanek w oknach. Przecież wszystko widać co jest w środku, to jak jednak duża wystawa lub lepiej - gra w the SIMS w ustawieniach widoczności, w której nie ma przedniej ściany (kto grał, wie). Czemu im to nie przeszkadza? To może przedstawię po krótce pewną zasadniczą różnicę pomiędzy Szwedem, a Polakiem. Polacy są wścibscy, ciekawscy, plotkują i ogólnie interesują się cudzą własnością. Szwedzi - nie. Nie przeszkadza im, że przez okna wszystko widać ponieważ nikt tam z nich nie zagląda. Ja zaglądałam i nie czułam, by było to coś złego. Szwedzi po prostu łapią jak najwięcej słońca podczas długich słonecznych dni, zanim zaczną się te krótkie i ciemne. Ponoć Szwed może się poczuć urażony jak spytasz go "co słychać w domu?", co Cię to obchodzi, do cholery. A nas obchodzi i też nie uważam żeby to było coś złego.
Miejsce, do którego trafiłam nad morzem - przystań - była idealnym miejscem do odtworzenia mrocznego kryminału szwedzkiego, tylko, że nie było jeszcze mroczno (kiedy indziej!).
A na zachód słońca zdążyłam.
Ooo... domek z trójką bardzo przyjemny...
OdpowiedzUsuń36 yr old Paralegal Bar Wyre, hailing from Manitou enjoys watching movies like Funny Bones and Slacklining. Took a trip to Durham Castle and Cathedral and drives a Allroad. Strona glowna
OdpowiedzUsuńodszkodowania komunikacyjne rzeszow
OdpowiedzUsuń