poniedziałek, 29 czerwca 2015

czas

09.06.
Dzisiejszy wieczór spędzę na plaży! A może nie tylko wieczór, może wyrobię się wcześniej i będę mogła pójść na piasek, zabrać książkę, muzykę i koc... i trochę spędzić czasu ze sobą? Pamiętam jedną niesamowitą teorię jaką wymyśliłam z kolegą pewnego przeciętnego wieczoru na akademiku. Zastanawialiśmy się dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią słuchać. Dlaczego my sami nie potrafimy się nieraz skupić na tym co ktoś do nas mówi, dlaczego uciekamy myślami i bujamy nimi nie wiadomo gdzie, by się przebudzić w zakłopotaniu - o co on się mnie właśnie zapytał?! Doszliśmy do pewnego wniosku. Otóż człowiek w swoim całym zapracowaniu, zabieganiu i życiu codziennym rzadko znajduje czas tylko dla siebie... zwykle sami tylko zasypiamy, a czasami nawet nie. Kręcimy się wśród wielu głosów wyłapując te co nas interesują. A co z naszymi myślami? Pojawiają się i znikają. Nie mamy czasu się nad nimi zatrzymać, porozmawiać z samym sobą. Jednak istnieje w nas jakaś wewnętrzna potrzeba poukładania sobie myśli, zrobienia rachunku sumienia przed samym sobą i odnalezienia wśród sterty niepotrzebnych te najistotniejsze. Nasza dusza się tego domaga i przez to wyłączamy się w nietypowych sytuacjach, w sytuacjach, w których nie wypada się wyłączać. Więc jest rozwiązanie - znaleźć trochę czasu dla siebie. Wyciszyć się. Położyć się 10 minut wcześniej i z otwartymi oczami pomyśleć o mijającym dniu. Już nie mówię o modlitwie - każdy nazwie to po swojemu, ważne jest te parę chwil, w których rozmawiam wewnątrz swojej głowy i nikt mi w tym nie przeszkadza. A może to trochę niebezpieczne? Bo przecież niechcący można wymyślić sobie problem, który nie istniałby gdybyśmy nie mieli czasu o nim pomyśleć... No tak, tak może być.


Praca jednak zabiera dzisiaj więcej czasu niż się spodziewałam i udaje mi się pójść na plażę dopiero koło 20. Chwilę spaceruje, odbębniam rozmowy telefoniczne - jakoś nie mam dziś na nie ochoty. Później śledzę aparatem pewną pliszkę i w końcu docieram na piach. Nie jest to łatwe, coś ostatnio poziom wody się podniósł i trzeba uważać na śliskie kamienie. Sprawdzam ręką za ile będzie zachód słońca. Przypominam sobie kto mi pokazał jak to się robi. Udawałam wtedy, że nie wiem jak, a tak naprawdę widziałam już to wcześniej na jednym z filmów, które (o dziwo) pamiętam. Kłamstwo w dobrej wierze się nie liczy, było fajnie.





Fotografuje swoje wiatraki. Moje wiatraki... mój zachód słońca, moja plaża i mój kawałek morza. Będzie mi ich wszystkich brakować.









Bawię się piaskiem, jest trochę mokry. Zaczynam coś rzeźbić, ale nic moja wyobraźnia mi nie podsuwa i wychodzi z tego wszystkiego żółw z zapadniętą skorupą i krzywy uśmiech. Wszystko jak zwykle ma dla mnie znaczenie.


Spokojne morze. Bardzo spokojne fale i piana morska.



Słońce zachodzi i mrok nie zapada.

Wino jest bardzo dobre.


___________________












A księżyc dzisiaj duzieje.

środa, 24 czerwca 2015

Jest piękno w tym smutku

Człowiek idzie drogą i dopiero gdy wzrok jego przykuje tabliczka "pojemnik na odpady wyłącznie z cmentarza" podnosi głowę i stwierdza - wow, tutaj jest cmentarz... i zawsze tutaj był?! Tak, był. Tak jak dużo rzeczy, które mijamy co dzień i jak dużo rzeczy, na które nie zwracamy uwagi w naszym życiu. Omijamy miejsca, w których powinniśmy postać dłużej, by kroczyć wciąż po gruzowisku naszych codzienności. Lecimy jak ptaki na wietrze - niby trzymamy wciąż jeden kierunek, ale bez mocnego punktu podparcia, bez punktu odniesienia wiatr robi z nami co chce. Wydaje się nam, że kierujemy naszym życiem, kiedy to ono kieruje nami. A może by tak złapać za jakąś linę i nie dać się zepchnąć na drugi tor... na tor, po którym bez zastanowienia możemy szybować, na tor, który nigdy nas nie zaspokoi, ale będzie bezpieczny i łatwy. Czy tego chcemy? Czy chcemy spełniać swoje marzenia czy tylko mówić o nich?
Mówią, że człowiek dostaje tylko to... o co jest w stanie poprosić.
Odwagi.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

pause

Jak zatrzymać to uczucie? Uczucie kiedy jest się pewnym, kiedy się uświadamia sobie, że da się radę i wszystko może być piękne, kiedy nagle widzimy, że problemy nie muszą być przeszkodą do życia pełnią życia. Moment, w którym uśmiechamy się do siebie i postanawiamy być szczęśliwymi mimo wszystko. Chwilę, gdy zapominamy, że cały poprzedni wieczór myśleliśmy zupełnie inaczej i mamy całkiem nowy, świeży, dobry plan na dalszą część życia. Czemu to uczucie trwa tak krótko? Jak je zatrzymać?

czwartek, 11 czerwca 2015

Słońce trochę za bardzo razi w oczy

Postanawiam cieszyć się z małych rzeczy.
Jak słyszę jak długoletnia żona mówi do swojego równie długoletniego męża "Jesteś wspaniały!", tylko dlatego, że nie zapomniał kupić maślanki tak jak go prosiła, serce mi się otwiera. I chcę żeby otwarte pozostało. Czemu boimy się dawać sobie nawzajem odrobinę ciepła skoro to nic nie kosztuje?

Postanawiam cieszyć się, tak po prostu. Wiem, że to postanawiam co jakiś czas i kończy się na tym, że o tym zapominam... do momentu aż znowu sobie to postanowię. Ale na tym właśnie polega życie, na wzlotach i upadkach, na zadumie i euforii. Kontrasty, kolory, cienie... Chciałabym, by wszyscy dostrzegali radość z drobnych sukcesów. Dzisiaj miałam problem w kuchni - przez ułamek sekundy zastanowiłam się czy wlewać całą śmietanę do zupy, czy trochę zostawić, po czym zamykając lodówkę uderzyłam otwartym opakowaniem śmietany o drzwi i połowa połowy jej zawartości rozchlapała się oznaczając kawałek stołu, dolną część lodówki, podłogę i moją prawą nogę. Ubawiłam się. Mój problem rozwiązał się sam! Pięknie!

____________________

08.06.
Kiedyś zamiast "fatamorgana" mówiłam "chata Morgana" i co gorsze - naprawdę myślałam, że to o jego chatę chodzi. Przypomniałam to sobie dzisiaj jadąc do Falluden. Zobaczyłam krowy na tle morza i aż musiałam się zatrzymać, by zrobić parę zdjęć. W końcu niecodziennie widzi się krowy nad morzem. Przybliżyłam więc moim super-zoomem to zjawisko i zobaczyłam w obiektywie jak wiruje gęste powietrze i rozmywa obraz. Skojarzyłam to z moją chatą Morgana choć wiadomo było, że krowy są prawdziwe i statek na morzu też. Chociaż... kto wie, może to wszystko to jakaś iluzja?

















Ostatnimi dniami było bardzo dużo roboty i nawet nie brałam aparatu do lasu, a na wirowanie krwi tym bardziej. Rano szybciutko robię ostatnie "młode" gniazda sama, po czym dołączam się do Szymona i do wieczora jeździmy na dni 14te. W Ranarve jest pisklę z kikutem bez stopy. Musiałam założyć obrączkę na prawą nóżkę, przykre. Ciekawe czy sobie poradzi po wyfrunięciu z gniazda? Czy będzie siedział na gałęzi na jednej nodze? Czy tak się da?! Na szczęście to pojedynczy przypadek, ale przeżywam to bardzo.

Inne pisklęta zdają się być szczęśliwe...



____________________

W nagrodę za nowe postanowienie cieszenia się małymi rzeczami kupiłam sobie dwie buteleczki małych soków 100-procentowych, każdy na jeden dzień. I postanowiłam za dwa dni kupić dwa kolejne.

wtorek, 9 czerwca 2015

TUBA

03.06.

Troszkę schodzi pracy przy tych maluszkach... niby jadę zrobić tylko parę gniazd, a się okazuje, że przyjeżdżam po paru godzinach - nic dziwnego, jak w jednym potrafi być do 15 piskląt! A skąd ich tyle? Może się tak zdarzyć, że lęg będzie taki duży naturalnie, choć zważając na to, że nie wszystkie jajka się wykluwają - bardzo rzadko. Większość jednak powiększonych lęgów to zasługa naszej Asi. Asia prowadzi tutaj swój projekt i bada wpływ lęgów na aktywność modraszek... czy coś w tym stylu. W każdym razie stworzyła dużą i przeźroczystą tubę z folii typu stretch i paru plastikowych rurek. Tuba jest szczelna i ma otwór na dole. Cały proces jej badań wygląda zgoła zabawnie - jak już złapie dorosłego samca lub samiczkę to wpuszcza takową do tej tuby, ustawiając ją wcześniej pionowo i nagrywając całe to zdarzenie cyfrówką. Co potem? Ogląda taki filmik i liczy modraszkową szybkość przefrunięcia z dołu na górę licząc klatki filmowe... Robi to przed lęgiem i już po wielodniowym karmieniu młodych. Zależności, zależności - słowo klucz w nauce. Czy to ma jakiś większy sens? Na pewno... ale nie aż taki bym chciała się temu poświęcić. Swoją drogą, przekomicznie wygląda ta tuba przywiązana w bagażniku Asi samochodu i Szwedzi patrzący na nią przejeżdżającą z lasu do lasu. Asia chce sobie wymienić samochód na dłuższy, bo to trochę uciążliwe ciągle wiązać sprzęt przed wyjazdem w teren. Ale co to ja mówiłam...? Acha. Asia zwiększa i zmniejsza lęgi, właśnie po to, by te zależności były bardziej widoczne. A ja spędzam dzięki temu pół godziny przy jednym 14-dniowym gnieździe. Mienią mi się w oczach. Muszę uważać, by żadne nie uciekło i żeby wszystkie "obrobić".
















Śmieszne są pojedyncze gęsi, które fruną za kluczem tak, jakby się spóźniły na godzinę odlotu. Naprawdę, przekomiczne.

Truskawki są już do kupienia w ICA, ponoć w Szwecji są jedne z pyszniejszych - wiadomo, dłuugi dzień mają by dojrzeć i zrobić się słodziutkie. Tylko czemu są takie drogie?! No nic, czasem trzeba sobie pozwolić na odrobinę luksusu i przyjemności. Wydaje korony na truskawki, nie wspomnę ile, ale pewnie jeszcze tę czynność powtórzę. Mniam!


Dzisiaj nie myślę. Jem truskawki.