wtorek, 11 listopada 2014

Cofnijmy postęp

24-04
Sztokholm mi się nie spodobał. Nigdy nie widziałam więcej ludzi na przejściu dla pieszych jak tam. Jak również ludzi przechodzących na czerwonym świetle. Bezstresowy naród. Kolorowo od różnych narodowości, a żeby przejść główną handlową ulicą musisz mieć pełną koncentrację, by nie wpaść na siebie nawzajem. Za czym oni tak gnają? Tyle betonu na około. Może komuś się to podoba, to całe zamieszanie, dostępność do wszystkich jakże ludzkich atrakcji, ale mi nie. Jak to miejsce wyglądało wcześniej? Zanim cokolwiek człowiek w nim zmienił? Nie ma miejsca już tutaj dla dawnych mieszkańców. Nie widać stąd światła księżyca. A to tylko Sztokholm, przecież są jeszcze większe i wyższe miasta, metropolie. Nie chciałam przez to wszystko powiedzieć, że jest to brzydkie miasto, bynajmniej. Przepiękne miasto, jak na miasto, ale w kategorii piękności przeznaczonej do miast. Stare kamienice, zabytkowe budynki... nie mamy za bardzo czasu zwiedzać. Przechodzimy główną ulicą, szukamy mobilnego internetu i sieci komórkowej. Wraz z kartą sim dostaję paczkę cukierków. Nie mogę powiedzieć, że jest brzydko. Jest miejsko, a miejsko to nie mój klimat. Na chwile dłużej bym tu została, ale tylko na chwilę dłużej.


25-04
Budzę się na wyspie. Naprawdę tutaj jestem? Naprawdę będę tutaj przez 2 miesiące? Patrzę przez okno i już wiem, że będzie pięknie. Dobrze, że mam tyle czasu, by się tym wszystkim zachwycić do granic możliwości. Mam pokój na Gotlandii, mieszkam w lesie nad morzem. Nic nie muszę, oprócz pracy, która będzie przyjemnością. Kto nie chciałby się znaleźć na moim miejscu? Kto spośród ludzi, którzy tak jak ja doceniają piękno dziewiczych terenów, nie chciałby spędzić dwóch najpiękniejszych, wiosennych miesięcy z dala od wszystkich problemów, zastanawiając się tylko nad tym co zjeść na obiad i gdzie tym razem pójść na zachód słońca? Nikt o zdrowych zmysłach. A jeszcze wszystko przede mną...
Niesamowite uczucie mieć wszystko przed sobą i wiedzieć, że te chwile, które mnie czekają będą piękne. W normalnym, codziennym życiu nie ma możliwości przewidzenia problemów dnia kolejnego. Nie wiesz nawet, czy tego samego dnia wieczorem nie posypią ci się plany, nie zadzwoni ktoś i nie przekaże złej wiadomości, nie zabraknie ci czasu na wszystko co zaplanowałeś, a co nie może czekać...
Co najpierw zobaczyłam za oknem rano? Zwisające gałęzie brzozy, które uginały się pod ciężarem krzaczkowatych porostów. Porosty, ironia losu - mój temat pracy magisterskiej, uśmiechnęłam się do siebie. Takie bujne ich występowanie świadczy o czystości powietrza, o małej ingerencji człowieka w środowisko, o braku zanieczyszczeń, wyjątkowym siedlisku i wielu wielu innych pozytywnych cechach dotyczących ekosystemu. U nas tylko w wysokich partiach górskich można ujrzeć takie widoki, ewentualnie w ściśle chronionych leśnych fragmentach parków narodowych, ale nie aż tyle! Nie na każdym kroku i w takich ilościach!

Wstaję, Szymek jeszcze śpi. Po cichutku myję się i nastawiam wodę na herbatę, przegryzam polską, nieświeżą już drożdżówkę. Lekki stresik? A jeśli moje zadania mnie przerosną?
Słońce za oknami mocno grzeje na błękitnym, bezchmurnym niebie.

Będzie pięknie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?