poniedziałek, 17 listopada 2014

Björklunda

28-04
Moje czwarte miejsce, w którym zdążyłam poczuć się jak w domu. Pierwsze to dom rodzinny, proste. Drugim jest Rzeszów, akademik i u boku moja przyjaciółka. Trzecim - miejsce, które na zawsze pozostanie w moim sercu, w którym spędziłam dużo czasu czując się jak w innym świecie, nie gorszym od prawdziwego, może lepszym?
Czwarte miejsce, które zapadło w moją pamięć na wiek wieków - domek nad morzem w Björklundzie.

W środku lasu, w środku jednej z sikorzych powierzchni, zwanej Björklunda Sudra (BS), 50 m od brzegu Bałtyku, w czerwonym, drewnianym domku przyszło mi spędzić 2 wiosenne miesiące i przeżyć chwile, o których nie potrafię mówić bez wzruszenia.

Jeździmy po starych, a wciąż równych szosach gotlandzkich od jednej powierzchni do drugiej. Jednym uchem słucham jak Szymek co parę minut mówi w dziwnym języku (to chyba szwedzki!) nazwy poszczególnych powierzchni, objaśnia jak się do nich dostać i gdzie najlepiej pozostawić samochód. Drugim uchem wypuszczam nazwy w równie dziwnym języku, przecież nigdy tego nie zapamiętam! Jedna nazwa mi się podoba, jest łatwa - öja! Oczami zaś podziwiam inność tego miejsca od każdego innego, które do tej pory poznałam. A co mi się podoba najbardziej? Pewnie dziwnie to zabrzmi, ale właśnie brak - brak atrakcji atrakcyjnych dla zwykłych ludzi na pierwszy rzut oka. Prostota miejsca. Troszkę tu za płasko, jak dla mnie. Zawsze wolałam góry i nie narzekałam nigdy, że mieszkam tak blisko Beskidu Niskiego, a z każdej strony horyzont jest blisko. Nad morzem horyzont rozciąga się w nieskończoność... coś czasem można zmienić w swoim otoczeniu! A może nawet należy? Większość czasu tak czy siak mam spędzić schowana w koronach drzew.

Charakterystyczną cechą dla krajobrazu Gotlandii są ogrodzenia działek, pól, dróg i gospodarstw murkiem z kamieni poukładanych mniej lub bardziej w ładzie. Najładniejsze są te najbardziej w chaosie. Ich pochodzenie? Gleba na wyspie jest bardzo płytka, co widać po wyrwanych podczas większych wiatrów razem z korzeniami całych drzewach. A zaraz pod glebą - kamień. Kamień był więc głównym budulcem, a dla uprawiających dość płytką rolę przeszkodą. Rolnicy układali te kamyczki, a właściwie głazy (jak oni je podnosili?) na granicy pól, tak aby nie przeszkadzały przy pracach polowych. Przy okazji mieli naturalne ogrodzenie dla wypasu bydła i owiec.


A paręset lat później murek spełnia dla mnie przynajmniej dwie ważne role. Siadam na nim zastanawiając się, w którą stronę powinnam pójść dalej, podpieram plecy jedząc drugie śniadanie, zbliżam się za każdym razem jak zobaczę ciekawszą plechę porostową - zboczenie zawodowe. Takie kolorowe głazy widziałam w Polsce tylko w najwyższych partiach Bieszczad!
Tutaj gatunki rzadkie i chronione łatwo podeptać na ścieżce w lesie.
Na początku omijałam, później zbierałam, a na końcu przechodziłam obojętnie.


 Siniak na udzie po przechodzeniu przez śliski murek trzymał się prawie 2 tygodnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?