sobota, 22 listopada 2014

Walka z wiatrakami

Björklunda razem z moim domkiem i miejscami gdzie najczęściej spędzam zachody słońca znajduje się w zatoce (czerwona kropka na mapce poniżej). W ogóle mieszkam w bardzo ciekawym miejscu na wyspie. Cała Gotlandia ma podłużny kształt o długości ok 120 km (nie licząc oddzielnej wyspy Faro na jej krańcach północnych) i 50 km szerokości w najszerszym miejscu - w połowie. My znajdujemy się na samym południu ok. 20 km od krótkiej, południowej linii brzegowej, w miejscu gdzie wyspa zawęża się najbardziej i od zachodniego brzegu (przy którym znajduje się Björklunda) do wschodniego jest jedynie 3,5-4 km! Zatokę ogranicza z jednej strony półwysep z wiatrakami - dla mnie staje się to główne tło dla niecodziennych zachodów słońca. Parę z nich znajduje się nawet w samym morzu.


Pewnego dnia Szymek proponuje, by udać się na ów półwysep. Póki nie ma dużo roboty można jeździć i zwiedzać. Z racji, że jestem tu pierwszy raz (a może i ostatni?) zgodzę się na każdą wycieczkę, z każdym i wszędzie, byleby jak najwięcej się napatrzeć... i zrobić zdjęcia. Oprócz wielkich wiatraków, znajdują się tam mniejsze wysepki, otoczone strefą ochrony podczas ptasich lęgów - zakaz wstępu od połowy marca do końca czerwca, nie będzie więc mi dane podejść bliżej. Miejsce jest bardzo urokliwe, na brzegu niskie drzewa i krzewy przypominają krajobraz sawanny...






















Jak to możliwe, że każdy zachód słońca nad morzem jest inny i każdy jest taki zachwycający?
Przestaję mieć żal do płaskiej linii horyzontu - podajemy sobie rękę i od tej pory żyjemy ze sobą w zgodzie.

Powoli też godzę się sama ze sobą. Staram się zebrać myśli do kupy i poukładać w odpowiedniej hierarchii. Coś wychodzi, coś o jakimś kształcie, czy o to mi chodziło? Czy po to tu przyjechałam żeby tak naprawdę wrócić na ziemię? Tego się będę trzymać, na tyle na ile mi rozum pozwoli. I serce.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?