Czasem po prostu nachodzi mnie chęć żeby coś od siebie napisać. Raczej nie jest to związane z jakimś wydarzeniem w ciągu dnia, już prędzej ze snami. A śnię codziennie, przedziwne historie, ale raczej kryminalne niźli romantyczne.
Ciekawe jak różnie ludzie potrafią rozmawiać. Niektórzy wylewają słowa nim o nich pomyślą. Niektórzy najpierw myślą i ważą każde zdanie, by nie wypowiedzieć niepotrzebnego. Inni znowu rozwijają swoje żale nieraz niepotrzebnie na części i przez to co mówią ich troski przyjmują potężniejsze rozmiary niż powinny. Kolejny człowiek potrafi pisać poezją swoje wypowiedzi na poczekaniu. Jeszcze inny zamyka się w skorupie złudzeń i marzeń i to co mówi nijak ma się do tego co tak naprawdę czuje. Bywają też tacy, którzy uczucia wyrażają poprzez obraz i muzykę.
I chyba nie można nikogo zmienić i zmusić do wyrażania siebie inaczej. Nacisk może tylko spowodować oddalenie. Może nie od razu, ale zawsze.
Porozmawiamy?
czwartek, 31 marca 2016
poniedziałek, 14 marca 2016
instynkt samozachowawczy - brak
15.06.
Jak plaża to teraz i morze. Morza nam tu akurat pod dostatkiem. Nigdy nad morze mnie nie ciągnęło, ale przez dwa miesiące można się śmiało zanurzyć w tej niezmierzonej przestrzeni i odkryć jej piękno. Trochę przeraża mnie taki daleki horyzont, a z drugiej strony intryguje.
Udajemy się na najbardziej wysunięty półwysep na północ Gotlandii. Patrząc teraz na horyzont, gdzieś tam w dali migałaby nam Finlandia, gdyby kula ziemska była mniej kulą, a bardziej płaszczyzną.
Jest latarnia morska, jest kamienista plaża, edredony, kormorany i garstka spacerowiczów. Jedna pani z psem wchodzi do wody w obcisłym kostiumie na całe ciało. Trzymamy kciuki, by szczęśliwie dotarła do Finlandii. Każdy ma prawo marzyć.
Kolejnym punktem naszej wycieczki są wielkie Rauksy na zachodnim wybrzeżu, ostańce skalne, które ponoć chronią wyspę przed złymi mocami...
Powiem tyle - wypić piwo w takim miejscu....
W takich momentach myślę sobie, że nigdy już nie będę w tym miejscu, z tymi ludźmi, w taki dzień. Choćby jeden czynnik się powtórzył to już nigdy nie będzie to samo. Łapię wtedy tę chwilę potrójnie wdychając pełną piersią jej zapach, a później trzymam ją w głowie aż gdzieś zapiszę lub opowiem i wtedy już nigdy jej nie zapomnę.
Właściwie każda chwila jest jedyna i niepowtarzalna, no ale inaczej się przeżywa chwilę przeglądając filmy na YT, a inaczej na wyspie Faro pijąc piwo przy ostańcach wielkości blokowiska... czy nie?
Odwiedzamy jeszcze jedną wioskę rybacką, a później idziemy polować na storczyki. Oczywiście łowy bezkrwawe - fotograficzne.
Tak się zastanawiam... A teraz to się zastanowiłam nad tym czy jak ktoś mnie czyta to czy widząc taki wstęp "tak się zastanawiam" myśli sobie "zaczyna się...", w sensie zaczynają się wywody o niczym ubrane w tak barwne słowa, że wydają się być chwilową życiową dewizą. No bo są. I dewizą i życiową, ale przede wszystkim chwilową. Nagle nasuwa mi się myśl, która w mojej głowie sprawia wrażenie chaosu, a gdy ją zapiszę nabiera jakiejś nawet, nie bójmy się mocnych słów, mądrości.
I dziwić się, że cała jestem chaosem. Teraz to już zapomniałam o czym się naprawdę zastanawiałam. Widocznie nieważne. Ważnych rzeczy się nie zapomina.
Idziemy parę kilometrów wśród karłowatych sosen, by zobaczyć uschnięte już obuwiki. Niewdzięczne.
Powracamy z wycieczki zahaczając o jeszcze jeden kościół, albo i dwa... W końcu kolekcjonujemy wrażenia z tych niejednokrotnie aż XIII wiecznych monumentów.
___________________________________
Ciekawe jak to jest mieć w głowie prostą strzałkę aniżeli różę wiatrów.
Pewnie nudno.
A Ty się temu nie dziwisz...
Jak plaża to teraz i morze. Morza nam tu akurat pod dostatkiem. Nigdy nad morze mnie nie ciągnęło, ale przez dwa miesiące można się śmiało zanurzyć w tej niezmierzonej przestrzeni i odkryć jej piękno. Trochę przeraża mnie taki daleki horyzont, a z drugiej strony intryguje.
Udajemy się na najbardziej wysunięty półwysep na północ Gotlandii. Patrząc teraz na horyzont, gdzieś tam w dali migałaby nam Finlandia, gdyby kula ziemska była mniej kulą, a bardziej płaszczyzną.
Jest latarnia morska, jest kamienista plaża, edredony, kormorany i garstka spacerowiczów. Jedna pani z psem wchodzi do wody w obcisłym kostiumie na całe ciało. Trzymamy kciuki, by szczęśliwie dotarła do Finlandii. Każdy ma prawo marzyć.
Kolejnym punktem naszej wycieczki są wielkie Rauksy na zachodnim wybrzeżu, ostańce skalne, które ponoć chronią wyspę przed złymi mocami...
Powiem tyle - wypić piwo w takim miejscu....
W takich momentach myślę sobie, że nigdy już nie będę w tym miejscu, z tymi ludźmi, w taki dzień. Choćby jeden czynnik się powtórzył to już nigdy nie będzie to samo. Łapię wtedy tę chwilę potrójnie wdychając pełną piersią jej zapach, a później trzymam ją w głowie aż gdzieś zapiszę lub opowiem i wtedy już nigdy jej nie zapomnę.
Właściwie każda chwila jest jedyna i niepowtarzalna, no ale inaczej się przeżywa chwilę przeglądając filmy na YT, a inaczej na wyspie Faro pijąc piwo przy ostańcach wielkości blokowiska... czy nie?
Odwiedzamy jeszcze jedną wioskę rybacką, a później idziemy polować na storczyki. Oczywiście łowy bezkrwawe - fotograficzne.
Tak się zastanawiam... A teraz to się zastanowiłam nad tym czy jak ktoś mnie czyta to czy widząc taki wstęp "tak się zastanawiam" myśli sobie "zaczyna się...", w sensie zaczynają się wywody o niczym ubrane w tak barwne słowa, że wydają się być chwilową życiową dewizą. No bo są. I dewizą i życiową, ale przede wszystkim chwilową. Nagle nasuwa mi się myśl, która w mojej głowie sprawia wrażenie chaosu, a gdy ją zapiszę nabiera jakiejś nawet, nie bójmy się mocnych słów, mądrości.
I dziwić się, że cała jestem chaosem. Teraz to już zapomniałam o czym się naprawdę zastanawiałam. Widocznie nieważne. Ważnych rzeczy się nie zapomina.
Powracamy z wycieczki zahaczając o jeszcze jeden kościół, albo i dwa... W końcu kolekcjonujemy wrażenia z tych niejednokrotnie aż XIII wiecznych monumentów.
___________________________________
Ciekawe jak to jest mieć w głowie prostą strzałkę aniżeli różę wiatrów.
Pewnie nudno.
A Ty się temu nie dziwisz...
niedziela, 13 marca 2016
blackbird
To już druga wiosna po wiośnie przeżytej na Gotlandii, a ja wciąż wzruszam się na wieczorny śpiew kosa. Mogłabym go słuchać godzinami. Jego głos towarzyszył mi w codziennych spacerach, jego słyszałam przebudzając się co 15 minut w ostatnią noc przed wyjazdem. Ptak, którego nie doceniałam pod budynkiem akademika, a którego pokochałam na wyspie. Czy można pokochać wspomnienie? Myślę, że można, ale jest to dość niebezpieczne. Coś co kochamy wraca do nas i domaga się uwagi. Śpiew kosa, choć typowy dla naszego regionu, przenosi mnie na wyspę i sprawia, że ciągiem myśli biegnę do chwil, wśród których są te, do których wolałabym nie wracać.
Nie dlatego, że były złe. Raczej przez to, że nie pasują do mnie teraz. Patrzę więc na siebie ze wspomnień jak na osobę, którą dobrze znałam, ale z którą nie trzymam już kontaktu. Wolę tak na nią patrzeć. Nie oceniam jej i nie odrzucam, ale trzymam na bezpieczny dystans.
Kos zdaje się gwizdać na te moje dawne rozterki. Poprawia mi tym humor.
Nie dlatego, że były złe. Raczej przez to, że nie pasują do mnie teraz. Patrzę więc na siebie ze wspomnień jak na osobę, którą dobrze znałam, ale z którą nie trzymam już kontaktu. Wolę tak na nią patrzeć. Nie oceniam jej i nie odrzucam, ale trzymam na bezpieczny dystans.
Kos zdaje się gwizdać na te moje dawne rozterki. Poprawia mi tym humor.
Subskrybuj:
Posty (Atom)