czwartek, 27 sierpnia 2015

rozpostarta płachta nieba

Co zrobić jeśli niebo zlewa nam się z ziemią? Czy na siłę próbować je oddzielać tłumacząc sobie, że musi być jakaś przyczyna czy zachwycić się i dać ponieść temu cudowi?

11.06.
Wchodząc do morza w tych ostatnich dniach swojego pobytu na wyspie nie mam żadnych wątpliwości - jest po prostu pięknie. Falująca piana morska i delikatne smugi obłoków zdają się przenikać nawzajem, ale nie są głównym tematem moich rozmyślań.
Mam inną myśl.
Może by tak pójść przed siebie i... nie wrócić?

Myśl przerywa mi Marta, która krzyczy z brzegu żebym się odwróciła do zdjęcia. Oglądam je później - nie wyglądam na nim na ani trochę zamyśloną, a na pewno nie na przygnębioną. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy tak ładnie ukrywam swoje troski? Pamiętam jak w gimnazjum moim drugim imieniem był Optymizm. Co było potem? Koniec zabawy życiem, a rozpoczęcie życia. I optymizm dalej mi towarzyszył i do dziś tak jest, ale jednak w głębi duszy zaczęłam rozmyślać... a to nigdy nie kończy się dobrze.




Czemu racjonalizm jest taki płytki, a głowa w chmurach nie może normalnie oddychać?


__________________

Bo najgorsza nie jest obecność pająka, tylko jak nam zniknie z oczu.

środa, 19 sierpnia 2015

retrospekcja

Otwieram pożyczoną książkę na losowej stronie i czytam:
"Zaobrączkować ptaka znaczy posiadać los wielkiej loterii...", nic by w tym dziwnego nie było gdyby cała książka była poświęcona obrączkowaniu, a przynajmniej ptakom. Książka to "Zapiski z Piaszczystej Krainy" i zanim przeczytam cały wstęp o tym, jaka jest wyjątkowa, już ją lubię. O co chodzi z losem na loterii? Zgadzam się z tym zdaniem choć nie do końca je rozumiem i dopiero czytając trzeci raz jeden akapit zaczynam pojmować o czym mówi autor. Tym bardziej lubię tę książkę.
"Ćwiczeniem z obiektywności jest mieć los na zaobrączkowaną jaskółkę, która upadła, lub na zaobrączkowaną sikorkę, która może pewnego dnia ponownie złapać się w twoją pułapkę, dowodząc w ten sposób, że wciąż jeszcze żyje."
Wspomina o sikorkach! Autor wiedział co zrobić, bym nie dała rady nie dokończyć rozdziału jednym tchem... Tylko szkoda, że zaczęłam od środka. No, ale już nie ma odwrotu. Kończę o sikorkach i wracam do początku książki.

"...podobnie jak jej koleżanki z klasy, po zaobrączkowaniu i wypuszczeniu poleciała na gałąź, gdzie podziobała swoją aluminiową obrączkę z pewną irytacją, otrząsnęła potargane piórka, niezbyt brzydko zaklęła i pospiesznie odleciała, by nadążyć za swoim stadem. Wątpię, czy wyciągnęła z tego doświadczenia jakiekolwiek filozoficzne wnioski (na przykład, że "nie wszystko mrówcze jaja, co się świeci"), ponieważ złapałem ją jeszcze trzy razy tamtej zimy."

"...przeżył swoich kolegów. Czy z większym sprytem unikał wrogów? Jakich wrogów? Sikorka jest w zasadzie zbyt mała, by mieć jakichkolwiek. Ten dziwak zwany Ewolucją, po powiększeniu dinozaura do rozmiarów, przy których potykał się on o swoje własne palce u nóg, spróbował zmniejszyć sikorkę tak bardzo, że była jeszcze zbyt duża, by zostać złapaną przez muchołówkę jako owad, a już za mała, by sokoły i sowy polowały na nią jak na ptaka. Następnie przyjrzał się swojemu dziełu i zaśmiał się. Każdy śmieje się z tak małego kłębka wielkiego entuzjazmu. (...) Wydaje się prawdopodobne, że pogoda jest jedynym zabójcą na tyle pozbawionym zarówno humoru, jak i rozmiaru, by zabić sikorkę. Podejrzewam, że w Szkółce Niedzielnej dla sikorek naucza się o dwóch grzechach śmiertelnych: "nie będziesz udawał się w wietrzne miejsca zimą" oraz "nie będziesz się moczył przed zamiecią śnieżną""

Wow, chciałabym poznać tego autora, szkoda, że nie żyje...

Aldo Leopold A Sand County Almanac

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

nie ma zasady

I dotąd aż nie przestaniemy oddychać możemy zaczynać wszystko od nowa. I dążyć do szczęścia. I szukać go w każdym zakamarku naszej duszy, szukać aż znajdziemy.
I nie bać się ryzykować.
Dla szczęścia warto. Dla miłości trzeba.