Jako nastolatka często chodziłam z sąsiadką (a jednocześnie moją przyjaciółką - najpierw powinnam nazwać Ją przyjaciółką) na wieczorne spacery z psami. Jeśli udało nam się wyjść wcześniej, wymyślałyśmy nowe trasy, żeby przynajmniej częściowo zahaczyć o ścieżkę, na której nigdy nie byłyśmy. Bywało, że specjalnie "gubiłyśmy się" żeby wyjść w nieznanym nam miejscu. Z biegiem czasu takich nieznanych miejsc, do których można było dojść na nogach, było coraz mniej. Ale chęć poznania zakamarków najbliższej okolicy mi pozostała.
Niektórzy mają swoje ulubione miejsca, ja wolę odkrywać nowe, może kolejne miejsce spodoba mi się bardziej? Nieznane jest bardzo pociągające...
09.05
Linia brzegowa Bałtyku w zatoce, w której mieszkam, średnio sprzyja spacerom wzdłuż brzegu - śliskie kamienie, błoto, muł... ale zawsze można kawałek przejść po cudzej posesji - w końcu to Szwecja i nikt nas nie wygoni. Co wieczór chodzę na spacer i w każdy kolejny staram się podejść dalej brzegiem, nie spuszczając zachodu słońca z oczu. Wcale ciepło nie jest, a więc lepiej chodzić niż siedzieć. Tym razem mijając kolejny zakręt wyłania mi się przed oczami cel - piaszczysta plaża! Muszę tam dotrzeć. Delikatny przypływ spowodował, że ciężko będzie się przedostać przy samej wodzie, wkraczam więc na prywatę i postanawiam szukać ścieżki do plaży od drugiej strony. Po pewnym czasie droga gruntowa się kończy i stoi płot, a nad nim schodki (typowe dla okolicy - zamiast bramki wejściowej stawiają 4 schodki do góry i 4 schodki w dół, nad ogrodzeniem). Wchodzę do góry i spostrzegam, że brakuje środkowych schodków w dół... super! Jakieś wyzwanie, nie ma łatwo, w końcu zdobywam nieznane! Zeskakuję za ogrodzeniem niemal bezpośrednio w krowiego placka... hmm pastwisko, ale krów nie widać. Czyli jestem wewnątrz zagrody, ciekawe czy da się stąd wyjść z drugiej strony? Na pewno. Idę sobie środkiem pastwiska, zgrabnie omijam pozostałości niestrawionej żywności, a w głowie planuję, że kolejnym razem idąc na MOJĄ plażę wezmę koc, książkę, notes i długopis i spędzę tam tyle wolnego czasu ile będę miała! Nagle spostrzegam po drugiej stronie, za rzadkim zadrzewieniem stado krów (bo krowy są chyba w stadach? czy inaczej?). Żeby znaleźć przejście muszę się trochę do nich zbliżyć, ale... wydaje mi się, że na bezpieczną odległość. Zresztą, co mi takie krowy mogą zrobić? W głowie mam Milkę z reklamy i gospodynie dojące swoje zwierzęta. Dziwnie się na mnie patrzą... Uśmiecham się i zmierzam kawałek w ich kierunku. Nagle, dwie z nich zaczynają iść w moją stronę, w tym samym czasie dwie kolejne podbiegają 3 metry do przodu, jakby chciały zaatakować. Zaczynam myśleć, że jednak mogą mi coś zrobić. Cofam się dość stanowczym krokiem i niemal wbiegam w zadrzewienia, które znajdują się przy płocie graniczącym z brzegiem morza. O nie, chyba właśnie zmieniam zdanie o zwierzętach gospodarczych. Właśnie zaczęłam bać się krów. Nie wrócę na pastwisko, jedyne rozwiązanie przeskoczyć płot... który w tym miejscu jest połączony z elektrycznym pastuchem. No cóż, wepchałam się. Na pewno nikomu się nie przyznam, że wystraszyłam się krów i dlatego poparzył mnie pastuch... w ogóle zachowam wszystko dla siebie. Poza plażą. Do której tak blisko, widzę ją już 10 m dalej! Przechodzę pastucha ze zwinnością Lary Croft i już jestem... w pokrzywach. Nie tak wyobrażałam sobie ścieżkę do plaży... Ale jeszcze tylko pokonać labirynt zanurzonych kamieni bez zmoczenia skarpetek i będę się cieszyć piaskiem! Po paru krokach zapadania się w błoto zaczynam się zastanawiać czy tak naprawdę nadal chcę tam dojść. Może kiedy indziej? Odwracam się i stwierdzam, że jestem w połowie błotnistej drogi i teraz trzeba sobie zadać pytanie, w którą stronę? Czy wrócić się na znany mi grunt, o którym wiem, że nie daje mi szczęścia, ale znam też jego słabe i mocne strony i wiem, jak stawiać kroki, by nie ugrzęznąć i bezpiecznie dotrzeć do domu, czy może spróbować pójść w tak emocjonujące nieznane, przeżyć kolejnych parę, bardzo niepewnych kroków i w końcu doznać smaku chwil, o których moja wyobraźnia dopiero co zaczęła marzyć... A może zostać do zachodu słońca w tym położeniu z widokiem na obie strony medalu, nie robiąc nic? A może dać pożreć się krowom?
Poniosło mnie.
Zmierzam w kierunku plaży. Tyle już przeszłam, nie będę się cofać. Zdobywam plażę! Tylko górna, cienka warstwa piasku jest sucha, no cóż, niedawno padało. Tworzy się tu nawet piana morska, podoba mi się. Na pewno wrócę w to miejsce, jak tylko będzie ładniejsza pogoda. Może namówię wtedy dziewczyny. Siedzę może 10 minut i postanawiam wracać. Tym razem wybiorę jednak inną drogę, może okazać się lepsza, może gorsza, ale do krów nie wrócę!
Po powrocie opowiadam wszystko - o plaży, o krowach, jak zwykle mówię za dużo. Okazuje się, że mimo tego, że Szymek jeździ tu już 7 rok, o tak bliskiej piaszczystej plaży nie wiedział. Jestem więc dumna, plaża jest tylko moja.
Na plaży, z okazji jej zdobycia, buduję Bukę.
Buka...
OdpowiedzUsuńNo i zawał serca dla tubylców murowany.