Mnóstwo pytań i nikt nie chce udzielić konkretnej odpowiedzi. Jedno jest pewne - słuchając własnej duszy nie jesteśmy w stanie zabłądzić. Jeśli zmieniając się dążymy do tego, by żyć w zgodzie z samym sobą - idziemy w dobrym kierunku.
19.05.
Coś średnio idzie nam to zamienne wstawanie o 5. Muszę dzisiaj przejąć zmianę Szymonową, bo jedzie w nocy do Visby odebrać Martę, którą jak się wyraził "położy" u mnie w pokoju. No i zaczęło się. Nie mogłam przestać się śmiać. Wyobrażałam sobie Martę jako paczkę, którą się przywozi i kładzie. Szymek na początku nie wiedział co w tym takiego zabawnego, ale udzielił mu się mój śmiech do łez. Cały wieczór czułam się jak na haju, żartom nie było końca. Chyba pękła między nami już i tak cienka granica zachowywania pozorów pracodawca-pracownik. W tym momencie byliśmy wyłącznie przyjaciółmi. Znamy się dopiero miesiąc czasu, ale z wieloma ludźmi, których znałam całe studia spędziłam o wiele mniej czasu niż z nim. W tym momencie już potrafimy zrozumieć się bez słów, śmiać się z naszych słabości i wytykać sobie błędy bez obrażania się czy złości. Potrafimy porozmawiać poważnie o osobistych zmartwieniach, o radości i rodzinie, przekazywać sobie zdobytą wiedzę, dyskutować godzinami o przyrodzie, ale przede wszystkim naszym głównym hobby powoli staje się szydzenie, docinanie i ironia. Nie za surowa jest ta Twoja niby-jajecznica? Podoba mi się ta relacja. Wnosi w pracę dużo luzu i swobody. Angelika z Asią robią szerokie oczy kiedy słyszą w jaki sposób przebiega nasza codzienna rozmowa przy kolacji. Ale dlaczego nie? Czemu nie podchodzić do wszystkiego z dystansem? No dobra, może historia jaką wymyśliliśmy o naszej sąsiadce - starszej Szwedce - sadzącej kwiaty w skrzynce, którą widać z okna w kuchni to lekka przesada... Chociaż kto wie, co tak naprawdę w tej skrzynce się znajdowało?!
Porzućmy zbędne konwenanse! (Podoba mi się ten zwrot)
Tak więc dziś w nocy Marta została przywieziona i położona na łóżku obok mnie, na chwilę się przebudziłam, ale zaraz zasnęłam stwierdzając, że nie jest to odpowiedni moment na zawieranie znajomości - tym bardziej, że za 2h wstaje i ruszam w teren. Bardzo dziwna sytuacja. Spać razem z jednym pokoju, a nie znać nawet twarzy drugiej osoby. Wstaje przed 5 i patrzę na łóżko obok - no jest, odwrócona plecami i śpi spokojnie. Staram się nie obudzić mojej nowej współlokatorki i po cichutku wychodzę z pokoju zabierając tylko parę ubrań coby w piżamie nie lunatykować w lesie. Pisklęta obecne, więc krótki manicure i jesteśmy gotowi do wyjazdu.
Przepiękne barwy ma poranek. Czemu ja nie wstaje codziennie tak wcześnie? Łatwo się to mówi będąc już na nogach, a kiedy taki pomysł przychodzi do głowy będąc jeszcze pod ciepłą kołderką - od razu odzywa się inny głos rozsądku, jak echo - pogięło cię?! Śpijże, jak ci dobrze. Potem wstajesz i żałujesz. Kto nie zna tego uczucia?
Dobrze, że czasem po prostu trzeba wstać.
Uwielbiam dzisiejszy poranek - nagrałam śpiew słowika, który od te chwili jest jednym z moich ulubionych. Czy to prawda, że śpiewają tylko przez parę tygodni w roku?
Korzystając z wyjazdu do Falluden, postanawiam wracać nieco inną drogą i wyjść na wieżę widokową - może zaobserwuje o tej porze jakieś ciekawe gatunki ptaków? Ania mówiła, że można tutaj spotkać nawet tokujące bataliony! Ale trzeba wstać jeszcze ze 2 godziny wcześniej... równo ze wschodem słońca. Mamy się kiedyś wybrać... czy się uda? Z wieży obserwuję mamę gęś prowadzącą swoje młode nad wodę - uroczy widok. Jak dobrze, że mój aparat jest równocześnie lornetką. Tak mi się podoba ten rodzinny spacer, że postanawiam uwiecznić go na krótkim filmiku. Trochę zmarzłam przez to swoje detaliczne fotografowanie w porannym świetle. Zanotowałam łabędzie, czaple siwe, ohary, gęsi zbożowe, nurogęsi, łyskę w gnieździe, samca potrzosa i oczywiście mewy.
Hmmm... a dlaczego gęsi chodzą gęsiego?
Wracam na chatę i poznaję Martę. Ze względu na moje podejście do ludzi i jej szczerą, uśmiechniętą buzię - twierdzę od razu, że będzie nam się dobrze razem mieszkać. Przez parę dni będzie nas 5 osób w domku, ale później musimy pożegnać się z Angeliką, co wiem, że nie będzie łatwe. Szymek daje mi polecenie nauczyć Martę pobierać krew z piskląt. Zabawne, niedawno sama się nauczyłam, a już mam kogoś szkolić. Nie ma problemu, udawanie fachowca mi nawet dobrze wychodzi - oczywiście przed kimś kto w ogóle nie ma zielonego pojęcia na dany temat. Będzie mi pomagać kiedy będę mieć dużo roboty, a w międzyczasie musi pozbierać materiały do swojej pracy magisterskiej i skończyć sprawę gąsienicznych odchodów. Kupa roboty, jak już wspominałam.
W lesie duże zmiany. Geofity powoli przekwitają, ale na tyle powoli, by w niektórych miejscach gryźć się z kolejnymi, późnowiosennymi kwiatami. Wymiana leśnego dywanu. Kojarzy mi się to z generalnymi porządkami, takimi od podstaw, od runa. Mimo to widać pewne wahanie - ciężko rozstać się z dawnym życiem choć tak naprawdę wzór wykładziny jest już niemodny i w wielu miejscach podgniły, a nowa wydaje się taka świeża, pociągająca i czysta.
Skoro sama natura dokonuje zmian w sposób ciągły i nieprzerywalny to chyba naturalne jest to również u człowieka... Bo jakby las wyglądał gdyby na czas remontu, przez parę wiosennych dni ściągana była wierzchnia warstwa gleby, na którą to dopiero nanosiłoby się tę nową, z nowym bankiem nasion, z żadnymi śladami przeszłości?
Kiepsko, chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Co myślisz?