sobota, 24 stycznia 2015

Odetchnąć z ulgą

Co zrobić żeby tyle nie myśleć o tym co nas gnębi? Można uciec w pracę, można zająć się jakąś pasją, można też się upić... można, ale to tylko odciąganie tego co nieuniknione - przyznania przed samym sobą, że jest źle i że potrzebujemy zmian. Czy takie odkładanie coś daje? Uczucie komfortu na chwilę... i chyba tyle. Pobyt z dala od domu to też jakiś sposób, aby spojrzeć na wszystko z dystansem. Tylko, że z dystansu moje życie wygląda na jeszcze bardziej skomplikowane... To tak jakby uczestniczyć w jakiejś imprezie, a później o niej usłyszeć. Uczestnicząc dajemy się porwać w wir tego co dzieje się w okół nas, nie zwracamy uwagi na wiele szczegółów, nie mamy możliwości nawet wszystkiego dookoła ogarnąć, płyniemy z prądem i nawet jest nam dobrze. Na kolejny dzień zbiera się cała ekipa bawiąca się z nami i wszyscy zaczynają wspominać. Okazuje się, że wydarzyło się tego wieczoru o wiele więcej niż myśleliśmy. Otwiera się tak zwana czarna skrzynka (to wraz z przeglądaniem zdjęć)... przeplatają się między sobą zbiegi okoliczności, rzeczy nieistotne stają się bardziej znaczące. Może czasem lepiej się w to nie wgłębiać? A więc tak właściwie, spojrzenie z dystansu nie jest wcale spojrzeniem z dystansem, a wręcz przeciwnie - wiemy więcej, widzimy więcej, rozmyślamy, przeżywamy i zastanawiamy się co by było, gdyby... No właśnie, a gdyby tak...? A co, jeśli...?!

21.05.
Boże... żeby one przeżyły!
Najpierw mi każą pobierać krew z wszystkich piskląt, a gdy już to zrobię to zastanawiamy się, czy czasem te najmniejsze nie zostawiać w spokoju... Za późno! Strasznie się boję, że mogą zdechnąć. W Ranarve troje z piskląt było strasznie bladych i kiepsko wyglądały, starałam się utrzymać ciepłotę ich małych ciałek i nie męczyć zbytnio jeśli wkłucie się nie wychodziło za pierwszym razem..., ale jeśli mama modraszka nie przyleciała do nich od razu, by je nakarmić i ogrzać... nie chcę o tym myśleć. Nie chcę żeby przeze mnie zginęły. Wiem, wiem, takie badania muszą wiązać się ze stratami i takie straty wlicza się jakby... "w koszty". Strasznie mi smutno, Szymek obiecał mi, że jak będzie w pobliżu gniazda to zajrzy i mi da znać jak najszybciej. Ehh...
Humor poprawia mi Angelika prosząc mnie żebym została jej modelką. Na zaliczenie jakiegoś przedmiotu związanego z fotografią musi wykonać zdjęcie portretowe z połową twarzy oświetloną światłem słonecznym oraz z całą twarzą w świetle. Czuję się zaszczycona i strasznie chcę mi się śmiać. Idziemy razem nad morze i już przy drugim zdjęciu czuję, że to nie jest to, do czego zostałam stworzona. Sto razy bardziej wolę być po drugiej stronie obiektywu. Słońce dzisiaj mocno grzeje i razi w oczy, ciekawe jak mam się patrzeć w słońce i jednocześnie mieć otwarte oczy?! Na trzy miliardy zdjęć wychodzą jakieś trzy z normalną miną na twarzy. Reszta nadaje się do memów ("Are you f** kidding me?").


Dzisiaj znowu grill. Tym razem u Francuzów w Burgsvik. Mieszkają tam wszyscy na kupie rozdzieleni na dwa sąsiadujące ze sobą ogromne domy. Zajeżdżamy do nich w bardzo dobrych humorach, ale średnio mamy ochotę na jakieś mięso z grilla. Jesteśmy tu tylko symbolicznie żeby się przywitać i porozmawiać chwilę. Chociaż jak na takie chwilowe odwiedziny... chyba wzięliśmy trochę za dużo wina. Na podwórku rozstawiono 3 wielkie grille i kilka mniejszych, na których smażą się bardzo dziwne, kolorowe i pachnące potrawy. Zaczęliśmy żałować, że nie przynieśliśmy ze sobą naszej tradycyjnej karkówki lub przynajmniej tych przesolonych niemiłych kiełbasek. Nie było rozstawionych żadnych krzeseł ani stołów, poza jednym, przy którym siedziały osoby, które akurat coś spożywały. Reszta, dość licznych zresztą, gości stała w grupkach po parę osób żywo dyskutując. Stworzyliśmy więc nasz własny, polski okrąg, do którego co jakiś czas przychodził jakiś przystojny Francuz tudzież średnio urokliwa Francuzka... i zagadywali nas. Szymek i Asia znali niektóre z tych osób.

Chyba faktycznie za dużo tego wina... i za dobre. Pierwszy raz na wyspie idę spać z wirującym sufitem. A rano moja zmiana wstawiania przed 5!


P.S. Pisklęta w Ranarve przeżyły!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?