Miałam kiedyś takie głębsze przemyślenie na ten temat: W dawnych czasach, kiedy nie istniały samochody i komunikacja pomiędzy miejscowościami była utrudniona, ludzie nie mieli możliwości poznać i polubić kogoś, kto mieszkał daleko. W związku z tym, wszyscy bliscy byli w zasięgu ręki. Bardzo nieprecyzyjny wiosek, bo przecież od zawsze były wojny, różnego rodzaje migracje, a więc również i tęsknota istniała zawsze.
Myślałam też o tym, czy udałoby się tak na tę obecną chwilę utworzyć miasto, w którym byliby wszyscy, którzy chcą mieszkać blisko siebie... czy to miasto nie musiałoby się ciągnąć w nieskończoność żeby wszystkich pomieścić?
Wiem, że to wszystko jest niemożliwe i że nie da się wyeliminować braku. Dziwne, prawda? Brak to jednak coś. Coś co potrafi dokuczać bardziej niż wszystko inne. A przecież nie istnieje, jest dziurą, pustką, a boli jak usunięty ząb.
16.05.
Przywiązałyśmy się do siebie z Angeliką, a już za niecały tydzień wyjeżdża... Jest magistrantką z katedry Szymona i przy okazji pobytu na Gotlandii zbiera dane do swojej pracy magisterskiej. A dokładnie to zbiera kupy gąsienic. A co ciekawe - mają one zobrazować wybiórczość siedlisk przez sikory. Taka właśnie jest nauka, ciąg przyczynowo-skutkowy. Zbierając odchody gąsienic będziemy mogli oszacować ich liczebność, a przez to dostępność bazy pokarmowej dla sikory, a więc i potencjał siedliska. Może wytłumaczę jeszcze jak to wyglądało żeby nikt nie wyobrażał sobie stojącej Angeliki pod drzewem i łapiącej spadające kupy. Wspólnie poskładałyśmy niskie, białe pudełka o jednakowej powierzchni siedząc na ławce na werandzie i ogrzewając się do słońca, a później przy muzyce Arctic Monkeys w pokoju, dyskutując na poważne i mniej poważne tematy - miło wspominam ten wieczór, więc sobie o nim napisałam żeby był zapamiętany. Pudełka dostały numerki i zostały poroznoszone na paru reprezentatywnych powierzchniach. Gąsienice ciągle srają, za przeproszeniem. Po 2-3 dniach było już co zbierać z pudełek. Jeśli pogoda pozwoliła i pudełka nie zamokły - zsypywało się zawartość do kopert, a jeśli pudełka były rozmoknięte - brało się je i suszyło w domu, by zsypać później. Jak mieliśmy trochę czasu z Szymkiem to pomagaliśmy dziewczynom w zbieraniu..., no w każdym razie była kupa roboty. I kupa śmiechu przy okazji.
Dziś musimy się szybko wyrobić z pracą żeby zdążyć na wycieczkę. Ania wymyśliła, że przy okazji wyjazdu do Visby po dziewczynę, która ma przypłynąć wieczornym promem do pomocy przy jej projekcie, pojedziemy jeszcze w parę miejsc po drodze. Pierwszym celem są największe kurhany - czyli kamienne mogiły na Gotlandii. Zachwycamy się 2-3 metrowymi kopcami, gdy nagle naszym oczom ukazuje się kurhan o średnicy 50 m i wysokości 7 m. Nie możemy się oprzeć i wychodzimy na samą górę. Pod kamieniami słychać młode pisklęta - ciekawe jakie ptaki się zagnieździły w takim miejscu? I dla kogo wzniesiono tak potężny grobowiec?
Kolejnym punktem wycieczki jest wybrzeże z pięknie zachowanymi ostańcami skalnymi. Wiatr dzisiaj jest wyjątkowo ciepły i naprawdę przyjemnie spaceruje się w miejscu, gdzie dzieła sztuki stworzyła sama natura, a pod nogami można znaleźć ślady prehistorii.
Następnie odwiedzamy ruiny klasztora w uroczym miasteczku o jeszcze bardziej uroczej nazwie - Roma. W ruinach organizowane są spektakle sztuki teatralnej dzieł Szekspira. Bardzo klimatycznie. Wchodzimy też do sklepiku z pamiątkami i w końcu kupujemy sobie z Angeliką wymarzone zapinki z herbem Gotlandii. Bawimy się również w labirynt ułożony z kamieni... no bo czemu by nie?
Przypomniała mi się moja rozmowa z kolegą z akademika, kiedy to doszliśmy do wniosku jak najlepiej kogoś nakłonić do zgodzenia się na jakąś propozycję... Przykładowo, zamiast pytać czy wypijemy razem herbatę należałoby zapytać "Dlaczego mielibyśmy nie wypić teraz pysznej herbaty na korytarzu?". Propozycja wydaje się bardziej kusząca, a dodatkowo pytamy "czemu nie?" więc stawiamy rozmówcę w sytuacji, gdy sobie myśli "czemu miałabym tego nie zrobić?" a nie "co z tego będę mieć?".
Tak więc usprawiedliwiam swoje nieraz głupie i niedojrzałe zachowania. Czemu nie?
Co za kolory!
<3 to były cudowne dni. Tęskno...
OdpowiedzUsuń