piątek, 24 kwietnia 2015

between'

Mam problem z uczuciem nostalgii. Cholerne uczucie blokuje mi możliwość cieszenia się tym co teraz i tu. Czasami wydaje mi się, że lepiej byłoby nie przeżyć tych wszystkich pięknych chwil, które przeżyłam, bo nie miałabym takich punktów odniesienia, do których chciałabym wrócić. A wtedy, po prostu, szło by się do przodu i nie oglądało za siebie. Trochę błędne myślenie, bo tak naprawdę uwielbiam wspominać i opowiadać i móc pisać tego bloga i dzielić się wszystkim tym co się wydarzyło naprawdę! Nie muszę nic dopowiadać, nic koloryzować i nic zmyślać, a i tak mam o czym pisać - niesamowite. I wracam myślami do chwil na wyspie i się uśmiecham do siebie. Ale tu chodzi o coś innego, coś głębszego, coś co tkwi we mnie i nie może się wydostać. Zatrzymałam się gdzieś "pomiędzy". I zaczynam nienawidzić to słowo. Coś we mnie usycha, coś innego się budzi, ale nie potrafię wyrzucić chwastów i podlać to co jeszcze żywe. Albo po prostu się boję. Gdzieś jest blokada i nie znam, jak na razie, żadnego tajemniczego kodu, by ją zdjąć.

Z jednej strony, cieszę się ze swojego skomplikowanego ja. Ciągłe zwroty akcji - pewnego rodzaju adrenalina. Cholera. Jednego dnia wydaje mi się, że mogę góry przenosić - niemal unoszę się na zwykłym miejskim chodniku nie wierząc własnym oczom, że żywopłot już jest zielony... a kolejnego patrzę w niebo i połykam łzy w oczach, bo tak strasznie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zabawnie, prawda? Nie, wcale nie.

_________________

01.06.
A na Gotlandii wszystko płynie swoim rytmem. Jak tak słońce będzie grzało, jak grzeje, to może niedługo wejdę w morze? Muszę wejść! Ciężko będzie popływać, bo strasznie tutaj płytko... ale spróbuję.

Zajeżdżam dzisiaj najpierw do Fide Prastang - prawie najdalej wysuniętej powierzchni, by wracając zrobić resztę. Jestem tutaj o 8 rano. Parking przed lasem wygląda jakby była tutaj niezła imprezka... Zdaje sobie sprawę, że nasza ingerencja w świat dziuplaków wcale nie jest taka bezinwazyjna. Parkuje swojego Dżetę obok innych dżetów i kombi-dżetów, zabieram sprzęt i ruszam - no bo co ja mogę?


Na drodze mijam grupę Francuzów, przygotowujących swój jakiś eksperyment, których ilości już nie ogarniam. Jeden się uśmiecha i oprócz grzecznościowego "hej hej!" pyta "how are you?".

I tak się zastanawiam, ile to razy człowiek odpowiedział, że jest wszystko super, kiedy tak naprawdę nic nie było na swoim miejscu.

Wspominałam, że uwielbiam 14dniowe modraszki? Są najpiękniejszymi stworzeniami na świecie.


_________________

Udawanie jest dla słabych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?