środa, 20 maja 2015

BACK AGAIN

I otwieram tę stronę po raz setny i czuję pustkę w głowie. Z jednej strony chcę bardzo coś napisać, a z drugiej czuję, że nie wiem jak zacząć, że nie wiem o czym, że nie chcę, by było tak nijak. Chyba nikt nie lubi uczucia bylejakości. No bo jak już coś robić to całym sobą, całym sercem i do końca! I z tą piękną maksymą w głowie odkładam kolejną rzecz na później...

Mija rok jak przeżyłam swoją przygodę na Gotlandii. Boję się, że jak opiszę już wszystkie dni to przestanę tak często myślami do niej wracać. Może to jest jeden z powodów dla których opóźniam pisanie o ostatnich tygodniach na wyspie? A może po prostu odczucia, które mi wtedy towarzyszyły stały się mi niejako już obce? Nie ukrywam, że można by napisać psychodramat z moich wewnętrznych rozterek towarzyszących mi w ostatnich latach - dobrze, że nikt się nie pokusił rozkroić mi czaszkę. A może to się działo gdzieś indziej? W duszy?

Lubię twierdzić, że wszystko co nieogarnięte moim rozumem dzieje się w duszy. Lubię wierzyć, że skoro tak jest - kiedyś to zrozumiem, bo przecież to moja dusza jest, niczyja inna.

________________

06.2014
Nawet nie wiem jak o tym mam opowiadać. Może powinnam pisać tak, jakbym pisała o czymś co usłyszałam albo coś mi się śniło, by nigdy się nie przyznać, że to wydarzyło się naprawdę i mnie? Ale po co? Chyba każdy ma czasem jakieś mniejsze lub większe dziwactwa. Czy nie? Zauważyłam kiedyś, że niektórzy już mnie kojarzą z dziwnymi zachowaniami. Taki przykład - idę ze znajomymi przez bieszczadzki las, idziemy gęsiego, za mną jeszcze 3 osoby, przed nami zakręt szlaku, milczymy od dłuższego czasu. Na zakręcie, jakby nigdy nic, przytulam się do średniej wielkości buka. Znajomi mijają mnie i idą dalej. Myślę sobie - uwielbiam ich! Nie pytają, nie komentują. Czyli albo uważają, że nie warto, bo nie ma dla mnie już ratunku, albo - co bardziej możliwe - są równie nienormalni. Nie-norma-lni, nie poddani przyjętym normom. Właściwie to nikt nigdy nie ustalił granic niektórych zachowań. Nikt nie kara za podrzucanie jabłkiem na chodniku ani za chodzenie slalomem pomiędzy klombami więc czemu nikt tego nie robi? Bo..."bez sensu". U mnie w słowniku zwrot ten oznacza kpinę, która wyraża chęć zrobienia czegoś pomimo bezsensowności.

A niech to. Opowiem.
Ale nie dzisiaj.

02.06.
Siedzę sobie w swoim pokoju i stwierdzam, że dziś opuszczam zachód słońca. Nie mam sił, nie mam nastroju, po prostu pójdę spać... Zrobiłam sobie kanapki - grzanki na chlebie tostowym. Czasami można dostać tutaj dobry chleb, czy tam bułki, ale są strasznie drogie! Jednak dla smaku prawdziwej bułki, warto wydać te parę koron.
I tak siedzę i rozmyślam. I straszne rzeczy dzieją się w mojej głowie... Może obejrzę jakiś film, by chwilę pożyć cudzymi problemami? Z tą myślą podchodzę do szafy, by przebrać się wcześniej w piżamę. Wzrok mój ucieka za okno. Czemu jest takie żółte niebo?! Co się dzieje? W jednym momencie zmieniam zdanie - ubieram buty, kurtkę, łapię aparat i wybiegam z domku. Marta patrzy na mnie jak na wariatkę, a Szymon pyta co się stało? Odpowiadam, że właśnie nie wiem i idę to sprawdzić. Silny wiatr wyhamowuje moje tempo tuż za drzwiami, ale nie poddaje się i mknę nad brzeg. Kiedy zbliżam się do ściany ostatnich drzew, powoli ukazuje mi się widok zapierający dech w piersiach... Magia chmur, wiatru, fal i zachodu słońca sprawia, że mam dylemat czy wyciągać aparat czy patrzeć na ten cud tylko oczami. Staję na brzegu i patrzę w dal. Uwielbiam znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie - a jeśli sama odkryję takie miejsce i czas - czuję ogromną satysfakcję i zachwyt. Za jakiś czas słyszę znajome głosy - Szymek z Martą zdecydowali się również przyjść, bardzo się cieszę. Wyciągam więc aparat i decyduję, że jednak podzielę się tym widokiem z najbliższymi. Chwila nie trwa długo, słońce znika za horyzontem, a chmury sprawiają, że jest ciemniej niż zwykle, czyli po prostu trochę ciemno. Wiatr przedziera się przez kurtkę, ale nie chce mi się stąd wracać. Moi kompani idą pierwsi. Ja jeszcze zostaję, na chwilę, siadam na kamieniu i się zamyślam... uciekanie od własnych problemów to nie jest rozwiązanie. Trzeba się z nimi zmierzyć.


________________

Uwielbiam je! Nie znam ich, a czuję jakieś głębokie przywiązanie. Dwie dziewczyny, przyjaciółki. Czy to mama i córka? Nie wiem, przypuszczam, że tak. Są wyjątkowe. Mijam po drodze do pracy wielu ludzi, których twarze już kojarzę. Do niektórych mam ochotę powiedzieć "cześć", bo wydaje mi się, że się znamy. Dzieciaki mkną do szkoły z różnych stron. Niektórzy odprowadzają swoje pociechy chociaż te już wyraźnie tego nie potrzebują - nadgorliwi rodzice, którzy ciągną dziecko za rękę, by jak najszybciej się go pozbyć. Niektórzy tylko zatrzymują swoje samochody przy chodniku i czekają przed pasami aż bezpiecznie dziecko przejdzie przez drogę. Jedne dzieci są uśmiechnięte, inne przygnębione. Jest pani, która ubiera swoje dziecko jak małą modelkę, wygląda jak kopia mamy - dwa razy mniejsza. Czasami wydaje mi się, że ta pani ma cieplejszą kurtkę niż jej malutka córeczka. Wielu ludzi zwraca moją uwagę na trasie do pracy, wielu wzbudza jakieś emocje, ale te dwie osoby są naprawdę wyjątkowe. Dziewczynka ma na oko 8-9 lat i zawsze zaplecionego długiego warkocza. Jej mama (chciałabym żeby to była jej mama) ma krótkie kruczoczarne włosy i szczupłą figurę. Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknego obrazka jak dziś rano. Zawsze jak je widzę - żywo dyskutują. Zawsze jak je widzę - śmieją się z czegoś w głos. Zawsze idą szybkim krokiem i wydają się nie zauważać nikogo poza swoim szczęśliwym światem. Szczątki rozmów, które dochodzą moich uszu świadczą o tym, że są to rozmowy na głębsze tematy przeplatane żartami. Dziewczynka wydaje się być nad wyraz inteligentna, a jednocześnie zwykłym dzieciakiem, który lubi fakt, że jest dzieckiem. Te dwie dziewczyny dziś rano bawiły się na chodniku w berka! Dorosła kobieta, lat 35+ i jej 8 letnia córka (naprawdę chcę żeby to była jej córka...) bawią się w berka i śmieją, kiedy inni ze spuszczonymi głowami suną do pracy. Długo nie mogłam przestać się uśmiechać kiedy to zobaczyłam. Nie tylko ja, udzielało się wszystkim w pobliżu. Ach, marzenie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?