Jak ja nie cierpię postępu technicznego! Każdy umiał żyć bez telefonu dopóki się telefon nie pojawił. Każdy potrafił docenić piękno przyrody dopóki horyzontu nie zasłaniały blokowiska i centra handlowe. Każdy kontakt człowieka z człowiekiem wymagał wysiłku, poświęcenia, ale dzięki temu był głęboki, prawdziwy, naturalny. I chodziło się pieszo kiedy nie istniało koło...
Znajdźcie teraz człowieka, który mimo wszystkich tych "stjupid-fonów" i ogromnych miast z jeszcze ogromniejszymi możliwościami spędzania czasu, wybierze las.
To akurat było (na całe szczęście!) proste - zwłaszcza w gronie mi bliskim.
A teraz trudniej - znajdźcie kogoś, kto zamiast wszystkich tych nowoczesnych komunikatorów i ogłupiaczy wybierze tradycyjny list. Na papierze napisany odręcznie, nieoficjalny list! Niemal każdy pomyśli "chciałbym dostać list", a kto kiedykolwiek go napisał? Niesamowite uczucie, pięknie przeżyte chwile i jedyna w swoim rodzaju pamiątka. Śmiało polecam.
W sumie to chciałam się oburzyć na pewien temat, ale już mi przeszło. Nie będę do tego wracać.
_____________
Budzi mnie sms. Otwieram jedno oko i czytam wiadomość od nieznanego numeru o dziwnej treści "Podaj śrubokręt." Chcę mi się śmiać, ale jeszcze jestem zaspana i tylko uśmiecham się pod nosem. Mogę jeszcze przynajmniej pół godziny pospać. Podoba mi się w tej pracy (poza wszystkim innym) to, że sama ustalam sobie grafik dnia. W zależności od tego, ile mam zadane na dany dzień, mogę pospać dłużej lub wcześniej skończyć. Zwykle i tak nie budzę się późno, wolę zostawić sobie wolny wieczór. Od paru dni i przez parę następnych praca będzie wyglądała tak, że im wcześniej skończę objazd swoich budek, tym więcej będę mogła pomóc Szymonowi. A coraz więcej dni 14tych. Tym bardziej nie przedłużam spania. Ale te pół godziny jeszcze mi się należy! Zresztą, zazwyczaj jest tak, że wstaję ostatnia z domowników, a wyjeżdżam w teren równo z nimi, lub nawet pierwsza. Bo ileż można siedzieć nad śniadaniem?
Wyłączyliśmy niedawno inkubator i tym samym zakończyło się nasze wstawanie na zmianę o 5 rano. Nawet nie było takie złe - dzień wydawał się wyjątkowo długi, kolory niedługo po wschodzie słońca wciąż były głębokie i wyraziste, a i sam fakt dostarczania mamusi świeżo wyklutych pociech sprawiał mi radość. Bałam się tylko, żeby je nie wychłodzić... to była moja największa troska. Poza tym, naprawdę lubię poranną rosę.
Śrubokręt to suwmiarka, ale o tym więcej kiedy indziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Co myślisz?