30.05.
Leszczyny przyjmują tutaj formy drzewiaste! Nie widziałam nigdy takich, chyba im tu dobrze skoro wyglądają jak wyglądają. Podszyt też już się zazielenił, najwyższy czas. Śmiesznie tak przeżywać wiosnę drugi raz (w Polsce przed wyjazdem i teraz dopiero opóźniona jej szwedzka wersja dobiega końca). To chyba najpiękniejsza - bo najdłuższa - wiosna w moim życiu. Zawsze się nią zachwycam, uwielbiam zieleń młodych liści i pączki na żywopłocie.
Dobrze, że już na pamięć chodzę do swoich budek, bo byłoby coraz ciężej znaleźć nowe wśród zarastającego lasu.
A dzisiaj nieco pochmurnie. Chmury w Fide robią taką niesamowitą scenerię, że specjalnie zatrzymuje się przy kościele po to, żeby zrobić zdjęcie. I wychodzi piękne. Moje ulubione zdjęcie Kyrki, jak do tej pory. Wszystko na nim widać - od wyraźnie mrocznej wieży, przez tradycyjne murki po rząd kwitnących kasztanów.
Dzisiaj jeśli zostanie nam trochę czasu za dnia, mamy jechać do muzeum Larsa Jonssona, słynnego rysownika ptaków ze Szwecji. Jego dom przekształcony w muzeum znajduje się na południu Gotlandii w miasteczku Vamlingbo... Rany, jakie te szwedzkie wyrazy są trudne do wypowiedzenia.
Wracam z terenu i daje znać, że już jestem, "jakby coś". Robię sobie grzanki, herbatkę i odpalam komputer. Nie zdąży się nawet włączyć gdy słyszę podjeżdżający samochód. Za chwilę wchodzi rozochocony Szymek i mówi "łaap" udając, że czymś rzuca. Podchodzę z ciekawością i spoglądam na jego dłoń - Nie żyje?! - Patrze ze smutkiem na nieruchomą samicę dorosłej modraszki. Ponoć padła na zawał, czy coś zawałopodobnego. Tak się zdarza - mówi. Musiała mieć słabe serce lub kondycję i zbyt duży stres przeżyła przy pomiarach. Przykre, ale chyba już się przyzwyczaiłam do tych ciemniejszych stron prowadzenia badań przyrodniczych. Mniej to przeżywam. Co z nią zrobimy? Zostawiamy na razie w domku, dla Asi, która będzie mogła sobie na niej "poćwiczyć" robienie zdjęć brzuszka i główki. Też do jakiejś dokumentacji... milion analiz na raz. Ciekawe komu się będzie chciało nad tym później siedzieć i opracowywać?
A czy mi by się chciało? Ostatnio Szymek zasiał we mnie ziarenko niepewności. Rozmawialiśmy o karierze naukowej i o tym, że to dobry sposób, aby pogodzić pasje i prace w terenie, a jeśli do tego dochodzą granty - to i niezły zarobek. Pierwszy raz zaczęłam się zastanawiać poważniej nad doktoratem.
Zdechnięta modraszka mnie intryguje, oglądam ją z każdej strony. Czy ja jestem nienormalna? Stwierdzamy, że nie możemy jej nie pochować i robię jej trumnę z pudełeczka... Układam ją na papierze toaletowym, z którego robię również dla niej kołderkę, a obok główki kładę kwiat konwalii... Nad główką umieszczam papierowy wycinek, na którym piszę "Modra, 2013-2014". W okół Modrej układam plastikowe jajka. Na koniec zapalam świeczkę, którą stawiam w dolnej części pudełka. Hmm... Mam zdjęcie, ale nie pokażę go tutaj, może wtedy każdy pomyśli, że żartuje i wcale nie zrobiłam tego co zrobiłam. Przecież to wydaje się być bardzo głupie.
Ale tylko teraz, dopóki nie wspomniałam o innych przyzwyczajeniach, które zaczynają wkraczać w nasze życie na Gotlandii... Za długo na wyspie? Może jest taka choroba związana z nadmiernym wdychaniem świeżego powietrza, a jej objawy ustępują dopiero po zmianie miejsca.
Zostawiamy modraszkę w "trumnie" i jedziemy do Larsa. Dziewczyny się zdziwią, jak wrócą...
Zapach konwalii unosi się ostatnio w całym domku. Na stole w głównym
pokoju (który jest zarówno salonem, jadalnią, pokojem przejściowym oraz
pracownią Szymonową) stoi mały flakonik z uroczym bukiecikiem.
__________________
I don't want to judge
what's in your heart,
but if you're not ready for love,
how can you be ready for life?
...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Co myślisz?