I jeśli nam się wydaje, że mamy tak dużo w sobie zawziętości, że potrafimy pogodzić dwa wymiary w naszej głowie - nie - ten cały nasz złudny plan to tylko kroczenie po bieżni, z której albo możemy zejść w odpowiednim momencie albo czekać aż bezsilnie zsuniemy się na matę.
I chociaż szkoda, bo człowiek lubi podkręcać tempo swoich snów, to jedynym rozwiązaniem na wyjście z niepoobijaną twarzą jest zaakceptowanie tej nierzeczywistej rzeczywistości. Zaakceptowanie, a nie ucieczka.
I przyjęcie tej rzeczywistej.
Nie cierpimy słowa ROZSĄDEK póki nie staje się naszym jedynym azylem.
W starym znaczenie słowo to oznaczało "specjalną władzę umysłu dzięki której materiał dostarczany mu przez poszczególne zmysły jawi mu się jako jednolity".
Podoba mi się. Tak jest łatwiej i tak być powinno.
Na szczęście nie mam blizn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Co myślisz?