wtorek, 26 stycznia 2016

mindfulness

Bez wątpienia zbyt często i zbyt szybko ulegamy emocjom. Dobrze czy źle? Jeśli są to emocje pozytywne to wydaje się, że nadmierna radość nam nie zaszkodzi, a wręcz pobudzi nas i sprawi przyjemność. A co z uleganiem emocjom związanym ze smutkiem, cierpieniem, żalem, przez które powstaje agresja, depresja i złość? Czy da się zachować jednocześnie stoicki spokój dla negatywnych emocji i na tyle dużo spontaniczności, by skakać z radości i cieszyć się chwilą?
Otóż... okazuje się, że tak. Ostatnio często do pracy słucham Trójki i nie robiąc jej reklamy (bo nie trzeba) jest to jedyne radio, którego nie przełączam jeśli leci jakaś audycja zamiast muzyki. W ten sposób usłyszałam o pojęciu "mindfulness". Już sam fakt, że w audycji gościem był i ksiądz i filozof, którzy aprobowali ten rodzaj... powiedzmy "aktywności" wzbudził u mnie ciekawość. I może jeszcze fakt, że podobno w wielu krajach jest o tym głośno, a w Polsce ta myśl dopiero kiełkuje. Sama audycja nie przebiegała aż tak, by mnie zachwycić tematem, ale wystarczyło, aby zaintrygować i bym poszukała więcej na ten temat w tzw. internetach. I znalazłam anglojęzyczny wywód. No więc co to jest?

Autor nie od razu zachwyca. Jest łysy i ma brodę - nie powiem, że nie pomyślałam żeby znaleźć może przystojniejszego mówcę... Ale z kwaśną miną wciskam PLAY i po chwili stwierdzam, że nie mogę oderwać wzroku od jego błyszczących oczu. Na początku mówi bardzo proste i jednocześnie bardzo ogólne prawdy życiowe. Wydają się przez to nieprawdopodobne i jeśli ktoś naprawdę nie szukał nigdy spokoju swojego umysłu, jestem pewna, że wyłączyłby film usłyszawszy...

"...to może sprawić, że będziesz szczęśliwy, pełen spokoju, sprawić, że będziesz pracował wydajniej i mądrzej zarządzał swoim czasem i karierą"
"...jest to koniec Twojego cierpienia, sposób jak się pozbyć tego cierpienia, które być może stało się już częścią Twojego życia"

No dobrze, brzmi świetnie, ale jakie wypowiedzieć zaklęcie, by osiągnąć ten stan?
Autor już we wstępnie tak często używa synonimów słów: dogłębnie, wnikliwie, całkowicie, jednoznacznie i najlepiej, że nie da się nie posłuchać o co w tym tak naprawdę chodzi.

W tym momencie trafia w moje serce słowami - "mindfulness is be in the moment", tłumacząc po mojemu - smak chwili, o której pisałam na tym blogu dużo wcześniej. Teraz nie odpuszczę. Zagłębię się w temat po uszy. Albo przynajmniej na tyle, by mieć swoje własne zdanie o tym... czymś.

Co więcej... "be in the moment and having an observation of yourself" - łaaał.

Zatrzymujemy się w danej chwili i zaczynamy obserwować swoje zachowanie. Bez zbędnego oceniania, bez krytykowania, bez dodatkowych, niepotrzebnych rozmyślań. To jakby wyjść z ciała, stanąć obok i popatrzeć na siebie z zewnątrz. Należy po prostu skupić się na pojedynczych czynnościach, być w pełni świadomym każdego naszego ruchu. Wydaje się nam, że przecież wiemy co robiliśmy wczoraj, co robimy dzisiaj, ale tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego ile nas w życiu omija. Autor twierdzi, że będziemy niesamowicie zaskoczeni ile rzeczy robimy nie będąc świadomi, że je robimy.

Podpowiada ćwiczenia - spróbuj kolejnym razem zasiadając do kolacji skupić się na tym, że siadasz do kolacji i jesz posiłek. Tylko na tym. Spróbuj kolejnym razem przechodząc wychodząc z pomieszczenia pomyśleć tylko o czynności przechodzenia przez drzwi. Głupie? Tak brzmi, ale w ten sposób ćwiczymy swój umysł, ćwiczymy samoświadomość i nasze możliwości.

Aby uświadomić sobie ile myśli nas codziennie rozprasza, spróbuj oddalić się od wszelkich sprzętów typu komputer, telefon, telewizor i pomyśleć o sobie, powtarzając swoje imię. Skup się na sobie, mów "jestem Andrzej" przez 60 sekund. Prawdopodobnie nie uda Ci się utrzymać myśli nawet paręnaście sekund. Mi się nie udało...

Na początku przygody z mindfulness powinniśmy sobie zdać sprawę, że nie jesteśmy tak świadomi tego co robimy, jak nam się wydaję. Nawet śpiąc umysł nasz buszuje po przeszłości i przyszłości, nie skupiając się na chwili obecnej.

I tutaj przenosimy temat do naszych negatywnych emocji. Jak sobie z nimi radzić? Bardzo proste - należy być ich świadomym. Zanotować je w naszym umyśle jeszcze podczas ich trwania. I obserwować siebie. Nie krytykować, nie oceniać, nie powstrzymywać swoich emocji - po prostu je zobaczyć. Pozwolić swoim myślom się wypowiedzieć w Twojej głowie. Pozwolić unieść się swoim nerwom, ale jednocześnie je obserwować. Obserwować swoje myśli - dokąd dążą? Czy to co chcę zrobić, aby wyrazić swoją złość, irytację i gniew przyniesie mi jakąś korzyść?
Da nam to wystarczająco czasu, by zrozumieć, że nie.

Jeśli nauczymy się kontrolować swój umysł, nauczymy się też kontrolować swoje ciało. Nauczymy się nie wiązać negatywnych uczuć ze smutkiem i złością, będziemy je zwalczać w samym zalążku. Nauczymy się zachowywać spokój w momentach kiedy wybuch mógłby zniszczyć coś nad czym pracowaliśmy. Zarówno w pracy jak i w naszych bliskich relacjach.

Dzięki mindfulness rezultaty negatywnych emocji niemal znikają. Potrafimy radzić sobie z samym sobą, a dzięki temu nasze życie staje się mniej skupione na tym, co potrafi boleć przez długi czas. Potrafimy w odpowiednim momencie zdać sobie sprawę ze skutków naszych działań, a więc również zapobiec kłótniom, zapobiec wypłynięciu tych paru słów, które mogą kogoś zranić.

Mniej kłótni, mniej gniewu, mniej wrogów - czy to wystarczy, by być szczęśliwym?
Nie mam pojęcia.
Nie wiem czy to działa czy nie, ale zamierzam spróbować.
Medytacja 20 minut dziennie. Głupie? Śmieszne?

Jeśli działa to może być nawet rakotwórcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?