piątek, 13 marca 2015

Bielik

I kiedy tak słyszę jak matka mówi do swoich małych dzieci odprowadzając je do szkoły: "Ale paskudny dziś dzień... no beznadziejny.", to myślę sobie no jak?! Jak można? To nic, że deszcz, to nic, że zimno, mokro, buro i ponuro... nie można być destrukcyjnym, a już na pewno nie dla ludzi, na których mamy ogromny wpływ. Cały dzień myślałam o tych biednych dzieciakach, które miały paskudny dzień w szkole, tylko i wyłącznie przez swoją mamę, która mogła sprawić żeby było całkiem odwrotnie. Popatrz synku - jak pięknie drzewa odbijają się w kałuży, jak melodyjnie krople deszczu spadają na chodnik... uśmiechnij się i dobrego dnia!

Ludzie bywają destrukcyjni. Można takich wyczuć już z daleka. Ze skwaszoną miną idą jak na masową egzekucję i narzekają na każdy aspekt swojego życia... i to się niestety udziela. Tak jak potrafi zarazić nas czyjś śmiech, czyjś zapał i energia, tak jeszcze bardziej nakręca nas smutek, pesymizm i szukanie dziury w całym. Więc gdy czujemy się źle - spotkajmy się z kimś kto czuje się dobrze. Niech nam wytłumaczy, że wcale nie mamy powodu.

I tak się czasem zastanawiam czemu płaczę? Przecież wszystko potrafię sobie wytłumaczyć, więc wszystko powinno być proste, jasne i przejrzyste... A nie jest.

26-28.05.

Na Dzień Matki wysłałam mamie e-maila, a w nim niezwykłą serię zdjęć... z mamą Modraszką i jej pociechami. Wzruszyła się.

______________

Kiedy tu przyjechałam wydawało mi się, że zawsze już będzie bezchmurne niebo. Po tygodniu przyszły chmury i zauważyłam w nich dużo zalet. Gdy znów się pojawiło słońce nie mogłam przestać się nim cieszyć. Kolejne chmury już nie były tak magiczne. Razem z nimi przyszły rozmyślania, rozterki, wątpliwości... Myślałam, że z kolejną poprawą pogody one znikną... ale jednak nie. Stały się moim nieodłącznym kompanem - podczas porannej pobudki, przejazdu pomiędzy powierzchniami, wieczornego spaceru i zachodu słońca.
Przed wyjazdem zakładałam, że wyspa pomoże mi w nabraniu dystansu do wszystkiego z czym się borykam. Może tak będzie, ale póki co mam taki mętlik w głowie, że lepiej tego w słowa nie ubierać.
______________

W Fide Kyrka jest tajemniczy, betonowy ołtarz w lesie... w sumie, nie wiem czy ołtarz, każdy to tak nazywa. Nie wiadomo skąd tu, po co, kto, jak i dlaczego. A mimo to, na pewno istnieje przynajmniej sto mitów na ten temat. Ja dopisuję swój: na pewno wywoływali na nim duchy... O nie, aż mnie ciarki przeszły na samą myśl, tak w środku lasu?! Po nocy? Kto by się odważył... to już lepiej brzmi ten ołtarz do odprawiania czarnych mszy i składania ofiar z dziewic...


Boże, widziałam bielika jakieś 15 metrów nad moją głową! Był taki ogromny i tak blisko, że widziałam wyraźnie każde jego piórko osobno! Szkoda, że trwało to tak krótką chwilę, ale zdążyłam zapamiętać parę cech, które pozwoliły mi go sklasyfikować jako młodego bielika. Jak to się stało, że tak blisko podleciał? Widywałam go w Tuviken już wcześniej, ale tylko podczas szybowania wysoko pod niebem! Tym razem przechodziłam powoli ścieżką, która przebiega przez las i jest mocno zacieniona przez wysokie korony drzew. Musiał mnie nie widzieć i nie słyszeć. A może był ciekaw, kto się skrada po jego terytorium? Może na mnie polował? Obniżył swój lot tuż nad moją głową, na wysokości koron drzew, by po paru metrach wzbić się znów za niewidoczny dla moich oczu horyzont. Prze-pięk-ny! Zapamiętam to spotkanie na długo.


























Więc powiedz mi, dlaczego płaczę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?