niedziela, 13 marca 2016

blackbird

To już druga wiosna po wiośnie przeżytej na Gotlandii, a ja wciąż wzruszam się na wieczorny śpiew kosa. Mogłabym go słuchać godzinami. Jego głos towarzyszył mi w codziennych spacerach, jego słyszałam przebudzając się co 15 minut w ostatnią noc przed wyjazdem. Ptak, którego nie doceniałam pod budynkiem akademika, a którego pokochałam na wyspie. Czy można pokochać wspomnienie? Myślę, że można, ale jest to dość niebezpieczne. Coś co kochamy wraca do nas i domaga się uwagi. Śpiew kosa, choć typowy dla naszego regionu, przenosi mnie na wyspę i sprawia, że ciągiem myśli biegnę do chwil, wśród których są te, do których wolałabym nie wracać.

Nie dlatego, że były złe. Raczej przez to, że nie pasują do mnie teraz. Patrzę więc na siebie ze wspomnień jak na osobę, którą dobrze znałam, ale z którą nie trzymam już kontaktu. Wolę tak na nią patrzeć. Nie oceniam jej i nie odrzucam, ale trzymam na bezpieczny dystans.

Kos zdaje się gwizdać na te moje dawne rozterki. Poprawia mi tym humor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?