wtorek, 27 października 2015

dla kogo?

Z pisaniem tego bloga jest jak z moim nastawieniem do życia. Z jednej strony bardzo chcę go dokończyć tak jak sobie zaplanowałam, a z drugiej obawiam się, że jak skończę to będę miała niedosyt. I może nie chodzi o sam fakt życia - rozpoczynającego się narodzinami i kończącego śmiercią, ale o każdy poszczególny jego fragment. O te momenty, kiedy coś wydaje mi się tak dobre, że wydaje się, że już nigdy się nie przydarzy. Kiedyś chciałam je ciągnąć i ciągnąć w nieskończoność... czasem trochę na siłę. Chyba z tego powoli wyrastam. Wciąż doceniam chwile, ale już nie aż tak. Już nie przeciągam czegoś co na dłuższą metę się wypala. Już przestałam gonić za przeszłością i wspomnieniami, które nieraz mnie w tej gonitwie zdawały się wyprzedzać. Nauczyłam się brać odpowiednio dużo z tych chwil, tak by dołożyć do swojej codzienności nieco treści, ale i odpowiednio mało, by nie zatrzeć granic jawy i złudzenia.

12.06.
Postanowiłam dzisiaj skończyć szybciej prace w terenie i pojechać gdzieś, gdzie mnie jeszcze nie było. Tylko gdzie? Przejeżdżałam kiedyś wschodnią stroną wyspy i widziałam ścieżkę prowadzącą do morza... Wystarczyło bym kolejną swoją podróż skierowała w ową stronę.
Tylko najpierw mam do obskoczenia jeszcze parę gniazd. Zabieram więc ze sobą krótkie spodenki na zmianę i wsiadam do mojego Dżety. Oj, będzie mi go brakowało. Ciekawe ile kosztuje przewiezienie samochodu przez morze Bałtyckie? No i ile by chcieli za niego?
Jest bezchmurnie. Podjeżdżam pod prawie samą plażę, która już na miejscu nie wygląda zachęcająco. W sumie nie nastawiałam się na piasek, czemu miałby być po tej stronie wyspy skoro po drugiej go brak?
















Przechodzę więc po czymś bliżej niezidentyfikowanym, wypłukanym z dna morskiego i lokuję się na kamieniach. Puszczam muzykę z komórki, ściągam buty, kładę się i zamykam oczy. Nad głowami krążą mewy.

Nie jestem pewna czy chcę stąd wracać.

cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co myślisz?