No to dzisiaj będzie wyjątkowo sentymentalnie.
25.05.
Eke, oak, quercus, dąb... Dzisiaj w terenie zrobiłam dokumentację fotograficzną jednej z piękniejszych dąbrów, gdzie znalazłam nawet jeden pomnikowy okaz. Piękny, wielki, rozłożysty... aż chciało się do niego przytulić. I tak też zrobiłam chociaż bardziej ze względów pomiarowych niż uczuciowych. Ktoś jednak mi kiedyś powiedział, że drzewa dają siłę, przekazują pozytywną energię i warto je czasem przytulić. Zgadzam się choć nie wygląda to normalnie dla kogoś stojącego z boku. Tutaj jednak nikt nie stoi, nikt nie patrzy, a ja mogę pomiędzy swoimi obowiązkami przystanąć i objąć pień. I za to tak lubię tę pracę. Za to, że sama sobie organizuję czas, nikt mnie nie goni... nikt oprócz zachodzącego słońca, które jednak wystarczająco długo utrzymuje się nad horyzontem, by spokojnie, z radością i bez stresu zdążyć ze wszystkim. Jak każda dąbrowa, a szczególnie świetlista, aby nie zostać zdominowana przez inne gatunki drzew i bujny podszyt, potrzebuje ingerencji człowieka. W Szwecji bardzo ceni się bogactwo łąk. Na Gotlandii łąki pełne storczyków są perełką dla turystów [ Ett Gotlandskt ange ], dlatego dąbrowy są cyklicznie koszone i zadbane. A przy okazji dęby mają świetliście i sobie rosną jak chcą. Tak naprawdę to nie robię tych zdjęć dla siebie, chcę je komuś wysłać, mam nadzieję, że sprawię tej osobie choć odrobinę szczerej radości.
Mamy swojego własnego kosa, wspominałam już? Na dodatek ostatnio zaczął wyprowadzać swojego potomka na spacery i uczyć go szukać pożywienia. Uroczo wyglądają razem w trawie, z przodu pewnie i dostojnie podskakuje ojciec i co jakiś czas grzebie coś w ziemi, a za nim, koślawo i ledwo nadążając, trochę wystraszony podąża młody i bacznie obserwuje zachowanie taty. Zauważam ich w drodze do samochodu i nie mogę się oprzeć, by nie przystanąć i nie przypatrzeć się ich małemu światu. Tato kos tak się przyzwyczaił do naszej obecności, że podchodzi do nas coraz bliżej, gdy siedzimy na werandzie. Raz nawet wszedł do domku, ale później tak go coś wystraszyło, że te odwiedziny nie skończyły się dobrze dla notatek Szymona pozostawionych na stole...
Ale tak naprawdę to nie o tym wszystkim miałam pisać. Odciągam to, tak jak odciąga się wszystkie nieprzyjemne chwile... Nadszedł czas się pożegnać z Angeliką. Czemu to jest takie smutne? Znamy się przecież niecały miesiąc i gdyby nie ten wyjazd, pewnie nigdy nie byłoby dane nam się poznać... Ile więc tracimy nie poznając ludzi, którzy mogliby wnieść coś pozytywnego do naszego życia? Na całym świecie jest pewnie miliony osób, które potrafiłyby nas uszczęśliwić, a my trzymamy się kurczowo tych, którzy żyją obok nas. Powinien istnieć jakiś spis charakterów, historii, osobowości, a może nowocześniej - aplikacja, która dopasowałaby nas do miejsca na ziemi, gdzie znajduje się najwięcej ludzi, którzy są w stanie nas zrozumieć, myślą podobnie i z którymi powinniśmy się poznać. Myślę, że nawet wtedy istniałyby bolesne rozłąki i żal, że ktoś, kto stał się dla nas blisko, nie jest w zasięgu ręki. Taka jest natura człowieka - tęskni za dobrym. Polubiłam tę dziewczynę od pierwszego dnia, jej podejście do życia, jej uśmiechniętą buzię, śląski dialekt, żarty, radość, pasje... Wiem, że gdybyśmy chodziły do jednej klasy w liceum lub do jednej grupy na studiach, z pewnością spędzałybyśmy ze sobą dużo czasu. Miałyśmy jednak tylko ten miesiąc na wspólne dzielenie się wrażeniami bycia w tak pięknym miejscu, na wycieczki, na rozmowy przy winie i przy sklejaniu pudełek na gąsienicze odchody... Każda znajomość coś wnosi w nasze życie, każdy coś od siebie daje drugiej osobie i odrobinę od niej bierze. Myślę, że podzieliłyśmy się samymi dobrymi emocjami, przez co zostaniemy w swoich pamięciach... i na swoich zdjęciach też.
Dziękuję Ci za tę obecność.
P.S. Andzia, rzućmy wszystko i jedźmy na Stora Karlso! Co Ty na to?
W miastach jest tak tłoczno i duszno...

Możemy rzucić wszystko i spotkać się w Krakowie, żeby omówić wyjazd na wyspę! :)
OdpowiedzUsuń